Czemu nie było postów? Walczymy z chorobą!

27 grudnia 2017

W ostatnich miesiącach byłam tu bardzo mało aktywna. Posty pojawiały się sporadycznie. Można powiedzieć, że praktycznie w ogóle ich tu nie było. Powodem naszej nieobecności nie jest szkoła ani praca. Raczej problemy zdrowotne zwierzaka, z którymi do tej pory się zmagaliśmy.

Od miesięcy całą rodziną zarywaliśmy noce, ze stresem pilnowaliśmy pupila w każdej minucie dnia i wylaliśmy masę łez z bezradności jaką wewnętrznie odczuwaliśmy. Nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam i nie życzę nikomu, aby w momencie, kiedy chodzi o życie kochanego zwierzaka czuł niemoc. To słabość, z którą ciężko jest wygrać i która odbiera każdą cząstkę energii i motywacji do życia. To ciągły i niekończący się strach... i czarne wizje przed oczami.
Osoby, które obserwują naszego Fanpage'a wiedzą, że od kilku miesięcy mieszka z nami mała koteczka, imieniem Sisi. Po tych kilku miesiącach obserwacji zachowania zarówno Goyi, jak i kudłatej kociej kulki mogę śmiało powiedzieć, że według mnie są to najlepsze siostry, jakie istnieją na tej planecie.
Goya jest wierną kompanką Sisi i odwrotnie - wieprzek ciągle towarzyszy klusce. Obie są do siebie bardzo przywiązane - razem śpią, jedzą, piją wodę, bawią się i spacerują. Razem leniuchują i wspólnie spędzają każdą wolną chwilę.

Życie jednak nie zawsze jest tak kolorowe jak w filmach. A nasza nieobecność jest całkowicie związana z chorobą kotka. Kicia od samego początku miała problemy zdrowotne. Najpierw pojawiły się biegunki, katarek i łzawienie. Mogłoby się wydawać, że młoda przechodzi tak zwany koci katar. Po diagnozie kilku weterynarzy okazało się, że kotek nie wykazuje objawów kataru, a kichanie, smarkanie i łzawienie wywołane są krótkim pyszczkiem oraz zatkanymi kanalikami łzowymi. Kotek przez często zatkany nosek wydaje z siebie dźwięki bardzo podobne do chrumkania, dlatego postanowiliśmy, że prócz Sisi, będziemy na nią,od czasu do czasu, wołać wieprzek, bądź lemurek (ze względu na wiecznie nastroszony i postawiony ku górze ogon)...
Nie był to jednak jedyny problem, bo poza katarkiem i łzawieniem kociak przejawiał (i nadal przejawia) drgawki, bardzo podobne do ataków padaczkowych.
I takie były początkowe podejrzenia - kot albo ma padaczkę, albo wadę neurologiczną. Zaczęło się bieganie po weterynarzach i wyrzucanie pieniędzy w błoto. Tak, w błoto, ponieważ żaden weterynarz, u którego dotychczas byłyśmy w żaden sposób nam nie pomógł. Jedynie co robili to oglądali kotka z zewnątrz, oglądali i dotykali, a materiały filmowe jakie nagrałam nie znaczyły zbyt wiele. Według lekarzy-weterynarzy to mogła być czkawka, reakcja na podawany pokarm, bądź efekt zarobaczenia. Wszystko w porządku, ale kociak był odrobaczany, jest niewychodzący, a do tej pory podawane mu było mięso (surowe, lub gotowane), suplementy diety, i wysokomięsna karma.

W końcu trafiliśmy na weterynarza, który pobrał młodej krew do badań. Zrobiona została morfologia i biochemia. Czeka nas jeszcze kilka badań, ale zostaną wykonane dopiero po nowym roku. Na wyniki nie musieliśmy czekać długo, a wykazały one to, czego obawiałam się najbardziej. Okazało się, że Sisi ma chorą wątrobę, także będzie otrzymywała leki na wspomaganie pracy tego narządu, a samo leczenie będzie kontynuowane. Mam nadzieję, że wprowadzone leki przyniosą rezultaty i kicia poczuje się lepiej, bo nie tylko mi i rodzinie zależy na jej zdrowiu, ale również Goyi.
Jak widać na zdjęciach, te dwa małe istoty kochają się ponad wszystko i nie wyobrażam sobie aby je w jakikolwiek sposób rozdzielić.
Teraz, gdy już wiemy co dolega koteczce, wprowadzimy lekarstwa i odpowiednią dietę - znajdziemy wystarczająco dużo czasu aby coś tu dla Was skrobać.
Myślę, że publikacje zaczniemy od nowego roku, bo to chyba najlepszy moment na rozpoczęcie blogowania "na nowo": z nowymi pomysłami, masą kreatywnych planów i olbrzymią dawką motywacji.
Mam kilka planów na serie, także możecie być pewni, że na blogu pojawi się coś życiowego i "codziennego". Będzie lekko, być może śmiesznie, z dystansem i... po prostu świeżo :)

7 komentarzy:

  1. Zdrówka Sisi <3 Szkrabku dbaj o siebie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Każdego właściciela czeka moment rozstania, często poprzedzony walką. Niestety.
    To coś na co się piszemy, biorąc zwierzaka pod swój dach.
    Przechodziłam to niestety juz i każdy kolejny raz przeżywam równie mocno, tego nie da się nauczyć, znieczulić, odpuścić...

    Nie wiem czy to celowe, ale szerokość bloga jest baaardzo rozciągnięta i żeby normalnie pisać, muszę zmniejszać widok w ekranie, bo inaczej nawet paska do przesuwania nie widać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem szczerze, że z tą szerokością bloga to... nie mam pojęcia. Kurde, nawet nie wiem w czym jest problem, bo tak naprawdę na swoich sprzętach wszystko jest okay :/

      Usuń
  3. Ja wam życzę dużo zdrówka, oby stan kotki się poprawił. Trzymam kciuki! :))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dużo zdrówka dla kotki życzę! Trzymam za Was kciuki i już czekam na kolejny wpis! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Współczuję naprawdę, choroba to coś strasznego... Życzę ogromu zdrowia dla całej Waszej trójki, wycałuj Goyę i Sisi ode mnie!!! 😘💕

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej :( Życze dużo zdrowia! Będzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń